Największy zabijaka w historii boksu cz.1

Największy zabijaka w historii boksu cz.1

Historia boksu zna różnych pięściarzy. Atleci, żelazne pięści, czarodzieje ringu, tancerze, myśliciele, tygrysy, dzięcioły -menażeria była naprawdę obfita, bo kto tylko pozostał przez rok na mistrzowskim tronie, od razu zaczynał obrastać legendą Każda z tych postaci dawała z siebie wszystko, aby kibice łapali się za serca z nadmiaru emocji, ale do dziś nikt jeszcze nie przebił pierwszego mistrza świata wagi ciężkiej. Nazywał się John Lawrence Sulliuan.

Leśna polana na przedmieściu miasteczka Hattiesburg w amerykańskim stanie Missisipi, 8 lipca 1889 roku. Dopiero dziesiąta rano, a mimo to temperatura powietrza w cieniu przekracza już 40 stopni. Za chwilę rozpocznie się czterdziesta czwarta runda nielegalnego pojedynku „o mistrzostwo świata”. Walka ma „prywatny” charakter, bo organizatorzy przyjmują nielegalne zakłady na wysokie stawki – wtedy było to akurat w stanie Missisipi zabronione, cały czas wypatrywali więc policji. W razie najazdu funkcjonariuszy „punkt bukmacherski” mial być ukryty gdzieś w lesie, a bogata publiczność miała udawać, że przybyła na majówkę, podczas której bokserzy robią sobie przyjacielski sparring. Nie wiadomo, czy manewr się uda, bo wokół prowizorycznej areny zgromadziło się ponad tysiąc wtajemniczonych osób, o ile można w ogóle uznać, że w tak licznym gronie cokolwiek może być tajemnicą. Na razie jednak nie ma strachu, bo policji nie widać.

John Lawrence Sulliuan

John Lawrence Sulliuan

W jednym rogu siedzi John Sullivan, potężnie zbudowany mężczyzna, dzierżący tytuł aktualnego mistrza świata. Po drugiej stronie widać Jakea Kilraina, doskonałego technika, reprezentującego elegancki styl walki. Pojedynek trwa już od trzech godzin i na razie nie widać, żeby zanosiło się na szybkie rozstrzygnięcie. Obydwaj zawodnicy demonstrują wyjątkową świeżość, uśmiechają się do kibiców podczas każdej kolejnej minutowej pauzy, a nawet rzucają kilka słów w przestrzeń, aby udowodnić, że nie osłabli w walce.

Nagle Sullivan wychyla się poza ring i wymiotuje. Dłużej już nie potrafi ukryć wyczerpania. Twarz przeciwnika promieniuje uśmiechem. Skoro John osłabł do tego stopnia, zwycięstwo jest bliskie!

Sekundanci Sullivana ocierają twarz swojego podopiecznego, podsuwają mu pod nos buteleczkę z kamforą, poklepują po plecach, pomagają wstać z krzesła.

Gong. Zawodnicy wychodzą na środek. Jake próbuje wykorzystać słabość mistrza, atakuje ostro. John osłania się, blokuje ciosy, cały czas unika ataków. Dzięki takiej taktyce udaje mu się dotrwać do końca rundy.

W następnej dochodzi już do normalnej wymiany ciosów. Na szczękę, na żołądek, na barki. Jak nie pięścią, to łokciem, byle skutecznie. Osłona jest nieszczelna, obydwaj niezbyt kryją się przed uderzeniami, zresztą wszystko wskazuje na to, że są bardzo odporni na ciosy. Walka toczy się w równym tempie…

Siedemdziesiąta piąta runda. Dziesięć sekund do końca. Sullivan wyprowadza lewy sierpowy na szczękę Kilraina, poprawia łokciem, a następnie uderza prawym prostym. Jake Kilrain pada nieprzytomny na ziemię. John Sullivan po raz kolejny obronił tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Kto z publiczności stawiał akurat na niego, ustawia się teraz w kolejce do kasy.

 

Część druga: http://www.gimsycow.com.pl/najwiekszy-zabijaka-w-historii-boksu-cz-2/

Facebook - Komentarze

Artykuły użytkownika

Facebook - Komentarze