Największy zabijaka w historii boksu cz.3

Największy zabijaka w historii boksu cz.3

Boks czy taniec?

Minęły trzy lata. John nauczył się już sporo bokserskich sztuczek, których wartość najchętniej sprawdzał w karczmach, gdzie zbierali się rozochoceni alkoholem mężczyźni. John był jednak na tyle „praktyczny”, że nigdy nie walczył dla samej walki, zawsze w grę wchodził zakład o pieniądze. Coraz większe pieniądze.

John Lawrence Sulliuan

John Lawrence Sulliuan

Nie znosił jednak dobrych technicznie przeciwników. Miał zwyczaj mawiać:

– Ja tu przyszedłem wcale nie po to, aby tańczyć albo chować się po kątach, ale po to, aby boksować!

W roku 1881 stoczył swoją pierwszą poważną walkę. Miał już wtedy 23 lata, a walka odbyła się na promie kursującym przez jezioro Hudson. Pojedynek trwał 16 minut, a przeciwnik Johna został tak zmaltretowany, że odechciało mu się boksu raz na zawsze.

W niedługi czas później wygrał jeszcze kilkanaście kolejnych walk, tym razem nie za pieniądze, ale dla prestiżu i zdobył wśród publiczności tytuł „nadczłowieka”.

W lutym 1882 roku stanął po raz pierwszy do walki o tytuł mistrza świata. Jego przeciwnik, Paddy Ryan, upadł na deski w dziewiątej rundzie i trzeba było znosić go z ringu.

59 nokautów na 60 walk

Zwycięstwa sportowe, czyli o tytuł, ale bez pieniędzy, wkrótce znudziły mu się. Ogłosił w prasie, że zaczyna być zmęczony walkami z facetami, o których nigdy nie słyszał, więc proponuje walki o nagrody pieniężne. Obaj przeciwnicy kładą na stół własne pieniądze. Ten, kto wygrywa, bierze całą kasę. Proponowana cena: 5 tys. dolarów!

Wieść o wyzwaniu obiegła całą Amerykę, dotarła do Anglii, ale na razie nikt nie odważył się zaryzykować utratą tak dużej sumy. John długo czekał na odzew, aż w końcu wybrał się na rundę objazdową po Stanach. Zapraszał różnych przeciwników, zaczynając wyzwania już nie od 5 tysięcy, ale od 50 dolarów. Tyle był gotów zapłacić każdemu, kto wytrzyma z nim cztery rundy. I znowu nikt się nie zgłaszał, bo sława Sullivana dotarła już do wielu miejscowości. Stopniowo podnosił więc stawkę, a kiedy doszło do jednego tysiąca dolarów, nareszcie zaczęli przybywać z różnych stron przeciwnicy, zwabieni sumą do wygrania.

W ciągu jednego roku udało się zorganizować walki aż z 60 przeciwnikami. John wygrał przez nokaut z 59. Ten, który przetrzymał pojedynek, przyjechał z Anglii, nazywał się Tug Wilson. Wiele razy John rzucał go na kolana, ale Wilson za każdym razem prostował się, gdy sędzia doliczył do ośmiu. Taką taktykę przyjął na całe cztery rundy, co pozwalało mu najpierw na niewielki odpoczynek, a później… na odebranie nagrody pod postacią tysiąca funtów. Odpłynął do Anglii zaraz po meczu, a za uzyskane pieniądze otworzył niebawem knajpkę, o czym po jakimś czasie powiadomił listownie swojego „dobroczyńcę”.

 

Część czwarta: http://www.gimsycow.com.pl/najwiekszy-zabijaka-w-historii-boksu-cz-4/

Facebook - Komentarze
1 comment

Artykuły użytkownika

Facebook - Komentarze