Największy zabijaka w historii boksu cz.4

Największy zabijaka w historii boksu cz.4

Pojedynek z „tancerzem”

Zwycięstwa przyniosły Sullivanowi nie tylko sławę, ale również mnóstwo przyjaciół, którzy koniecznie przy gorzałce chcieli wspólnie z mistrzem świętować sukcesy. A mistrz nie odmawiał. Jego sława przewyższyła w końcu nawet popularność słynnego kowboja Buffalo Billa. Poeci układali piosenki na cześć boksera, tyle że motywem przewodnim utworów był coraz częściej alkohol: „Pij za Johna Sullivana, sławnego mistrza nokautów!”

Jednym z przeciwników Johna był Charlie Mitchell, doskonały technik bokserski. John nic o tym nie wiedział przed meczem i przystąpił do pojedynku z charakterystyczną dlań pewnością siebie. Tymczasem Charlie robił świetne uniki przed ciosami mistrza, a już w drugiej rundzie ośmielił się wyprowadzić cios, którym posłał mistrza na deski.

John był tak zaskoczony, że pozwolił sędziemu odliczyć do ośmiu, a następnie rzucił się na swojego przeciwnika jak zwierz na swoją ofiarę. Charlie dotrwał do końca trzeciej rundy, z następnej zrezygnował, aby nie dać się zabić, ale w świat poszła już wiadomość, że mistrz świata „zapoznał się z podłogą”, mimo że jego przeciwnik był przynajmniej dwa razy słabszy fizycznie.

Porażka na własne życzenie

Przełom w karierze Sullivana dokonał się za sprawą dobrze wyszkolonego technicznie Jima Corbetta, znanego pod pseudonimem „Gentleman”, z zawodu urzędnika bankowego, którego tak frustrowało liczenie cudzych pieniędzy, że postanowił dorobić się własnych i aby swoje marzenie urzeczywistnić, wybrał do tego boks.

John Lawrence Sulliuan

John Lawrence Sulliuan

Noc poprzedzającą walkę spędził John w karczmie razem ze słynnym szeryfem z Dzikiego Zachodu, Batem Mastersonem. Najpierw prowadzili wesołą rozmowę, podczas której John opowiadał, jaki z niego bokser, a Bat – jaki z niego superstrzelec. Potem zaczęli sobie wzajemnie udowadniać, kto może więcej wypić, nie tracąc przytomności umysłu. Ponieważ szeryf okazał się tęgim pijakiem, John, nie bacząc na mecz, który miał się zacząć za kilka godzin, nie chciał okazać się gorszy i pił równo z gościem. Gdy nad ranem wstał od stołu, miał w sobie już dwa litry whisky i prosto z knajpy poszedł na salę, aby zgodnie z regulaminem zważyć się przed spotkaniem.

Ważył o 20 kilogramów więcej niż „Gentleman”, co nie rokowało najlepiej, tym bardziej, że gorzałka nie chciała odpowiednio szybko wyparować z głowy.

W rezultacie kilka pierwszych rund wygrał Corbett, o wiele szybszy i lepszy technicznie niż pijany Sullivan. W piątej rundzie bankowiec trafił mistrza w nos tak precyzyjnie, że w ciągu kilkunastu sekund jego twarz była cała czerwona od krwi.

Był to wyjątkowo krwawy pojedynek w całej karierze Sullivana. Ciosy Corbetta nie były bardzo silne, bo i sam Corbett ze swoimi urzędniczymi rękami nie miał walorów atlety, ale za to umiał on dokładnie namierzać cel. Tymczasem gorzałka parowała z Johna coraz mocniej i gdyby pozwolono mu odsapnąć kilka godzin, to być może doszedłby do siebie. Niestety, nikt nie chciał poczekać, więc John tracił formę z powodu dosięgających go uderzeń, a płynąca z nosa krew tak go irytowała, że często wyprowadzał potężne ciosy prosto na pięści przeciwnika, który umiał się zasłonić.

Kolejnego „upustu krwi” doświadczył John najpierw podczas rundy dwunastej, potem czternastej i wreszcie osiemnastej. Miał rozbity nos i rozcięte wargi. W dwudziestej rundzie dostał w ucho i to tak nieszczęśliwie, że również stamtąd poszła krew.

W dwudziestej pierwszej Corbett przystąpił do zdecydowanego ataku. Zadawał szybkie ciosy sierpowe z lewej, poprawiał prawym prostym, aż zamroczony krwią, wódką i uderzeniami Sullivan kompletnie stracił panowanie nad wszystkim. Dziennikarze odnotowali później, że mistrz najpierw stracił przytomność, mimo że ciągle jeszcze stał, a dopiero potem został znokautowany i upadł na deski.

I tak mistrz świata wagi ciężkiej został zmuszony do abdykacji.

Gdy odzyskał świadomość i poczuł się lepiej, powiedział:

– Niestety, pozwoliłem sobie na jeden mecz za dużo! Ale teraz, gdy utraciłem tytuł, jestem przynajmniej zadowolony, że przegrałem z Amerykaninem!

Za przegraną walkę John otrzymał sto tysięcy dolarów. W sumie zarobił ich około osiemset tysięcy, ale nie miał natury „skarpeciarza”, nie potrafił oszczędzać. Ostatni zarobek przehulał wkrótce w karczmie, a pod koniec życia został… abstynentem i przy każdej okazji głosił kazania o zaletach trzeźwości. Źródła nie podają, czy trzeźwość lansował z przekonania, czy raczej z braku pieniędzy, ale można przypuszczać, że nabrał skutecznego dystansu do swoich dawnych upodobań, bo mimo wszystko na pewno nie brakowało takich, którzy czuliby się zaszczyceni, mogąc ugościć byłego mistrza świata przy każdej okazji.

John Sullivan zmarł w roku 1918 w wieku 60 lat.

Facebook - Komentarze

Artykuły użytkownika

Facebook - Komentarze